Drzwi otworzyły się wśród ciemnej, zimnej nocy i człowiek sięgnął w dół, żeby wziąć na ręce Nemo i Mysiego Rycerza. Ale ten ostatni trwał jak przykuty do jednego miejsca, wpatrując się w ganek.
Na błękitnym śniegu leżał biało-złoty, zamarznięty szczur.
- Mika! - pisnął Mysi Rycerz i rzucił się do przodu, padając na swojego wielkiego przyjaciela. Szczur ciągle oddychał. Mysz natychmiast spojrzał na człowieka z błagalną miną.
- Proszę, mój dobry panie. To mój najlepszy przyjaciel na całym świecie! - wykrzyknął.
I oczywiście człowiek, który usłyszał tylko "piip, piip", zrozumiał. Podniósł ostrożnie Mikę razem z Mysim Rycerzem i wniósł go do ciepłego pokoju. Mika został natychmiast poddany temu samemu leczeniu, co przedtem Mysi Rycerz. Smykacz dojrzał umaszczenie wnoszonego szczura i spojrzał pytająco na swojego pana.
- To Mika, Smykacz! To Mika - wołał Mysi Rycerz.
Smykacz wyskoczył jednym ruchem z akwarium i podbiegł prosto do nóg człowieka. Mika nie wyglądał dobrze. Był zagłodzony, zmarznięty i ledwo oddychał. Mysi Rycerz i jego giermek spojrzeli na siebie.
- Czy ja też wyglądałem tak źle, Smyku? - zapytał rycerz.
- Gorzej, Panie - odpowiedział giermek. - O wiele gorzej.
Mysi Rycerz uśmiechnął się.
- Ha haaaa! A co ci mówiłem, Smyku! Szczury są twarde! O wiele twardsze od myszy! On wyzdrowieje.
Chwilę później Mika odpoczywał na specjalnej podgrzewanej podkładce dla zwierząt. Kiedy dostał swoją porcję zastrzyków, obudził się. Zobaczył Mysiego Rycerza, westchnął ze zdumienia i wybałuszył podkrążone oczy.
- Czy jesteś duchem? - zapytał.
- Nie. A ty? - zapytał Mysi Rycerz.
- Nie. Aniołem Stróżem, nie pamiętasz?
Mysi Rycerz uściskał wielkiego szczura, który nawet nie miał siły, żeby zwrócić uścisk. Mimo to uśmiechnął się.
- Powiedzieli mi, że już nie żyjesz - powiedział Mika. Smykacz wtrącił się, nie mogąc już wytrzymać:
- Widziałem, jak spadłeś z wysokości kilkudziesięciu metrów! - wyrzucił z siebie, żądając wyjaśnienia. Mika roześmiał się słabo.
- Ta. Prosto nad stawem. Jastrzębie kiepsko pływają, he he.
- Daj spokój! - Smykacz aż jęknął ze zdumienia.
- Hej, szczury nie są głupie, mały - wychrypiał Mika.
- Co się potem z tobą działo? - zapytał Mysi Rycerz.
- Bardzo długo wędrowałem. Odkryłem, że owady i myszy wypowiedziały generalną wojnę na całym polu - wszystkim, którzy staną na twojej drodze, Smyku. Uznali, że jesteś ostatnią nadzieją dla Plemion Nemo.
- I rzeczywiście tak było - powiedział Mysi Rycerz, skubiąc Smykacza w głowę. Mały mysz zarumienił się mocno.
- Potrzebowali przywódcy - kontynuował Mika. - Nie wiedzieli dokładnie, jak prowadzić świętą wojnę. Dlatego zostałem ich generałem. Prowadziłem ataki na potwory wszelkiego rodzaju, Sir Myszu. Nawet byś nie uwierzył, gdybym ci powiedział. Wszystko, dosłownie wszystko próbowało cię zatrzymać.
- Nigdy niczego nie zauważyliśmy - powiedział Smykacz. - Niczego.
- To dlatego, że jestem taki świetny - wyszczerzył zęby Mika, starając się podnieść głowę. Mysi Rycerz przechylił głowę, wpatrując się w szczura.
- Ale... Mika, gdzie się tego wszystkiego nauczyłeś? Nie wiedziałem, że byłeś... byłeś generałem...
Mika uśmiechnął się szeroko i z satysfakcją potarł zębami.
- Byłem kiedyś generałem, mały myszu. Dawno, dawno temu, daleko, daleko stąd... w innym królestwie. Od tego czasu przybrałem wiele wcieleń, przeżyłem wiele żyć. Ale chciałbym, żebyś wiedział... to życie podobało mi się najbardziej.
- Jak do tej pory - przerwał mu ostro Smykacz. Mika wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Mysi Rycerz patrzył przyjaciela, jakby widział go po raz pierwszy, w nowym świetle, dzięki mądrości, której nauczył go Nemo. Wpatrywał się w niego ze zdumieniem i fascynacją. Odwrócił się do szynszyla w niemym pytaniu. Nemo skoczył do nich i usadowił się za Smykaczem
- Mały myszu, ci ludzie ze skrzydłami, których widzisz w pokoju... co teraz robią?
Smykacz rozejrzał się dookoła i gwałtownie wciągnął powietrze.
- Oni... stoją wokół Miki! - powiedział łagodnie - I... i salutują... tak sądzę...
- Cóż, wyszło szydło z worka - powiedział Mikael.
- Powiedziałeś mi to... kiedy się spotkaliśmy. Powiedziałeś, a ja nie zrozumiałem - powiedział Mysi Rycerz ze zdumieniem i podziwem.
- Zawsze tak jest, mój mały przyjacielu, nie mogłeś zrozumieć. Takie są zasady, jak sądzę.
Mysi Rycerz podszedł bardzo blisko do Mikaela. Niemal dotykał jego twarzy.
- Nie przeżyłeś wcale tego upadku, prawda Mika? - wyszeptał.
Mikael obrócił się do małego mysza.
- Nie, przyjacielu. Nie przeżyłem
- Ale wróciłeś.
- Potrzebowałeś pomocy.
- Och, Mika. Mój przyjacielu - Mysi Rycerz łagodnie złożył głowę na miękkim, złotym futrze.
- Do zobaczenia, Mysi Rycerzu. Zawsze będę nad tobą czuwał. I nad twoimi dziećmi - powiedział Mikael.
- Będzie mi ciebie tak bardzo brakowało... - szepnął mysz.
- Niedługo będziemy znowu razem. Pewnego dnia przekroczysz most tęczowego światła, a ja będę czekał po drugiej stronie. Obiecuję.
- Pewnego dnia - odrzekł rycerz, płacząc.
- I wierz mi. Zebrałeś wystarczająco dużo punktów, żeby powrócić w jakiejkolwiek zechcesz postaci. Nawet jako człowiek, chociaż nie mam pojęcia, czemu miałbyś tego chcieć. Jeśli chodzi o ewolucję, są daleko w tyle za myszami. Zajmuje im niemal siedemdziesiąt lat, żeby zrozumieć to, czego ty już się nauczyłeś.
Szczur zakaszlał i Mysi Rycerz poczuł, jak siły opuszczają jego ciało.
- Och... jeszcze jedna rzecz, mały myszu... czy zrobisz coś dla mnie?- wyszeptał.
- Wszystko, Mika. Cokolwiek zechcesz - odpowiedział Mysi Rycerz.
Mikael wyszeptał coś do mysiego ucha.
Człowiek wrócił do pokoju i zobaczył, że szczur umarł.
- Och... strasznie mi przykro, maluszki. Tak strasznie przykro - powiedział.
Ale gryzonie wpatrywały się w sufit... szczególnie najmniejsza mysz. Człowiek mógłby przysiąc, że się uśmiechały.
Człowiek zabrał całą trójkę do samochodu. Prawie świtało, gdy wjeżdżali do miasta. Nemo stał na desce rozdzielczej i wskazywał na prawo albo na lewo, zgodnie ze wskazówkami Mysiego Rycerza. Mysi Rycerz z kolei, który nie znał drogi, słuchał Smykacza, który słuchał, jak się zdawało, Tłuściocha, i powtarzał za nim dosłownie każde słowo. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Co robisz, baranie - nie w tę stronę! Hej... powiedziałem "w lewo", kretynie!
W końcu tuż przed wschodem słońca dotarli na parking koło zejścia do mysiego królestwa.
Mysi Rycerz, Nemo i Smykacz wzięli głęboki oddech i ruszyli w dół, nie wiedząc, co tam znajdą. Człowiek czekał cierpliwie na zimnie.
Wielka sala świeciła pustkami. Nie było żadnego dźwięku. Było zimno. Tron stał pusty.
Mysi Rycerz pozwolił sobie na westchnienie, które odbiło się echem od gołych ścian. Smykacz osunął się na podłogę.
- Wszystko to na nic - jęknął.
Nemo, który miał wzrok o wiele lepszy niż myszy, położył swoją wielką łapę na ramieniu Rycerza i wskazał drugą łapą. Obok tronu coś się poruszyło.
- Kto tam jest? - zapytał głośno Mysi Rycerz.
Brązowa mysz przydreptała do nich, drżąc z zimna. Obwąchała dokładnie Mysiego Rycerza i Smykacza. Potem stanęła zaciekawiona.
- Ymm... kto chodzi? - zapytała poważnym tonem. Mysi Rycerz zachichotał.
- Powinieneś powiedzieć "Kto idzie", żołnierzu. Jestem Mysi Rycerz. Jestem Błogosławioną Myszą, wybraną przez Króla Arnolda. To mój dzielny giermek, Smykacz.
Mysz natychmiast stanął na baczność.
- Sir! Sir, stałem tutaj na posterunku, wraz z innymi, 24 godziny na dobę, przez ostatnie pięć miesięcy, czekając na twój powrót, mój Panie!
- I oto jesteśmy, kadecie - powiedział Smykacz, wypróbowując swój nowy status. Bardzo mu się podobał. - Gdzie są wszyscy?
- Ogrzewanie przestało działać, mój Panie - odpowiedział mysz. Smykacz zadrżał z podniecenia słysząc, jak ktoś zwraca się do niego "mój Panie". - Król zachorował i zanim umarł, wyznaczył następcę. Nowy król przeniósł gniazdo, wbrew woli wszystkich myszy, tak rozkazał. Gdyby nie on, wszyscy umarlibyśmy z zimna albo od chorób. Woda zamarzła i nie było już jedzenia.
- Kto jest nowym królem? - zapytał Mysi Rycerz.
- Jeden z twoich braci, mój Panie - odpowiedział strażnik. - Nazywamy go Bi-Dżej, ponieważ takie imię wybrał. Jednak zwykle mówimy do niego Wasza Wysokość. Jest dobrym królem, mój Panie.
Mysi Rycerz uśmiechnął się.
- Zaprowadź nas do niego, dzielny strażniku.
Weszli więc pomiędzy zastępy myszy i szczurów, ciągle mieszkających razem, w nowym, ogrzewanym domu. Król natymiast wywęszył swojego brata i zszedł z tronu wołając:
- On wrócił! Wrócił!
Nikt nie zapytał, kogo ma na myśli.
Myszy i szczury otoczyły Rycerza i jego giermka. Nemo gdzieś się zapodział. Mysi Rycerz był wylizywany z każdej strony. Smykacza obstąpiły młode samiczki, które dużo o nim słyszały. W dodatku kiedy tylko ktoś pytał Rycerza, jak mu się to udało, ten wskazywał na małego mysza i mówił: "Nigdy bym tego nie dokonał bez Smykacza Śmiałego". Dziewczynom ogromnie się to podobało, a Smykacz upajał się poczuciem, że jest kimś tak ważnym.
Jednak Rycerz ciągle wypatrywał kogoś szczególnego wśród tłumów.
I oto była, stojąc nieśmiało z boku. Rycerz wykonał jeden gest i tłum rozstąpił się przed nim. Drzewinka podeszła, aby przywitać go liźnięciami i pocałunkami. Objęli się.
Mysi Rycerz zadecydował, że to jest najlepsze, najwspanialsze uczucie na całym świecie.
Smykacz uściskał swoją mamę i cała trójka śmiała się, płakała i dzieliła ze sobą tę cudowną chwilę, podczas gdy cała sala stała w ciszy.
W końcu król zapytał:
- Czy... czy udało ci się wypełnić misję, mój Panie?
Mysi Rycerz uklęknął przed królem, który wyglądał na wstrząśniętego tym, że tak wielki bohater składa mu hołd. Rozejrzał się dookoła, a ktoś wręczył mu plastikowy mieczyk do koktajli, jakby czytając mu w myślach. Rycerz uśmiechnął się i postawił go przed sobą, opierając ostrzem o ziemię. Skłonił głowę.
- Wasza Wysokość, wypełniłem swoją misję - powiedział z dumą. - Przyjazny człowiek oczekuje na nas na zewnątrz, aby zabrać nas do prawdziwego raju.
Sala wybuchła ochami i achami.
Król spojrzał na swojego umiłowanego brata, którego prawdziwie podziwiał i wziął go w ramiona.
- Wiedziałem, że ci się uda. Wiedziałem!
- Ale zanim tam pójdziemy, jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, którą muszę załatwić - powiedział Mysi Rycerz.
Sala zamarła, a radosne uniesienie zgasło, gdy ujrzeli jego poważną minę. Rycerz odwrócił się do swego giermka.
- Smykaczu, uklęknij.
Smykacz spojrzał na swego pana i wykonał jego rozkaz. Mysi Rycerz położył miecz na ramieniu mysza.
- Za twoje niezrównane męstwo, nieugiętą wierność i niezwykłą siłę woli, pasuję cię na rycerza. W imię Króla Węża, Króla Arnolda i Nemo. Pasuję cię na rycerza... SIR Smykaczu! - przełożył miecz dwa razy ponad jego głową, a potem ukląkł na jedno kolano przed swoim byłym giermkiem, podając mu miecz.
Oczy Smykacza jeszcze nigdy nie były tak wielkie. Ani tak mokre. Drzewinka zacisnęła łapki na piersi. Cała sala wybuchła okrzykami uznania i pochwały dla nowego Mysiego Rycerza. Podnieśli Smykacza na ramionach i cały tłum radośnie wyruszył w stronę parkingu, gdzie czekał na nich człowiek.
Człowiek gwałtownie wciągnął powietrze na widok hordy myszy i szczurów, które wyroiły się z piwnic i wielkim tłumem wyszły na parking. Zatrzymały się, postawiły Smykacza na ziemi i patrzyły na człowieka. Człowiek wpatrywał się w nie z otwartymi ustami.
- Wieeelka rodzina, jak na taką małą mysz - powiedział.
Smykacz podszedł prosto do wielkiego człowieka. Myszy i szczury skuliły się - wszystkie jednocześnie. Ale człowiek przykucnął, podniósł małą mysz i uśmiechnął się. Smykacz zmarszczył nosek, patrząc mu prosto w oczy. Przesłanie było oczywiste. Dotrzymaj obietnicy, człowieku.
- Dobrze, już dobrze - powiedział człowiek. - Nie mogę odmówić takiemu słodkiemu pyszczkowi! - rozejrzał się dookoła. - Ani... setkom... tak słodkich pyszczków... - spojrzał jeszcze raz. - Ale gdzie jest... ta mała biała mysz, która to wszystko zaczęła?
Mysi Rycerz złożył obietnicę staremu przyjacielowi i zamierzał jej dotrzymać. Został z tyłu za wszystkimi. Musiał odbyć podróż do odległego budynku. Zabrało mu to godzinę. W końcu odnalazł mieszkanie Małej, dziewczyny Miki.
Zapukał. Mała otworzyła, a Mysi Rycerz odetchnął z ulgą. Uśmiechnęła się ciepło, widząc małego mysza.
- Przyszedłem, żeby zabrać cię do prawdziwego raju - powiedział Rycerz, kłaniając jej się nisko. - Mika powiedział mi, gdzie cię odnaleźć, i prosił, żebym przyszedł po ciebie osobiście.
- Czy mogę wziąć ze sobą dzieci? - zapytała i odsunęła się od drzwi.
Szczęka Mysiego Rycerza opadła w zdumieniu, gdy zobaczył w środku cztery młode, silne szczury. Dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Każde z nich było złote od koniuszka nosa do ramion, a dalej śnieżnobiałe. Wyglądały dokładnie tak, jak Mikael. A kiedy zobaczyły wujka Mysiego Rycerza, o którym tyle słyszały, obsypały go serdecznymi pocałunkami i uściskami. Były wielkie i przyjazne, dokładnie tak, jak ich ojciec.
Mysi Rycerz zaprowadził je do ciężarówki, gdzie człowiek nadal czekał, nie mając najmniejszego zamiaru odjeżdżać bez swojej ulubionej myszy. Po drodze mysz opowiedział pięciu szczurom o podróży, legendarnych wyczynach Miki i o jego powrocie do nieba. Mała szlochała, a jej dzieci pocieszały ją. Mysi Rycerz pogroził im palcem:
- Używajcie swojej mocy rozsądnie - powiedział - bo jesteście szczurami jedynymi w swoim rodzaju.
Wszyscy pokiwali głowami z szacunkiem.
Wstrząśnięty tym wszystkim człowiek zabrał setki bezdomnych gryzoni do własnego domu, razem z tysiącami mrówek, pszczół i dzikich myszy żyjących w piwnicy. Leczył tych, którzy byli chorzy, poprosił myszy poprzez Nemo, żeby przestały się rozmnażać i całe swoje oszczędności przeznaczył na potrzeby swojego nowego królestwa. Ale tego pierwszego dnia, kiedy przybyli do domu, najpierw zabrał wszystkich do ogrzewanego garażu, który dla nich przygotował. Potem, obserwowany przez setki gryzoni, podniósł Nemo i Mysiego Rycerza. Nemo wskoczył na jego prawe ramię, tak jak to zwykle robił. Mysi Rycerz spojrzał w dół na wszystkich... na Smykacza. Wzruszył ramionami.
- Słuchajcie wszyscy - powiedział człowiek. - Ten mały mysz poprosił mnie, żebym pozwolił wam u mnie zamieszkać - a więc witajcie. Zamierzam z czasem poznać każdego z was i odróżniać, ale wydaje się słuszną rzeczą, żeby zacząć od niego - tutaj spojrzał na białą mysz, którą trzymał w dłoni. Smykacz wstrzymał oddech. Człowiek zaś przemówił do Mysiego Rycerza, trzymając go na wyciągnięcie ramienia.
- Jesteś silny, pełen energii i ducha, mały myszu, dlatego nazwę cię... Skierka.
Serce Mysiego Rycerza szarpnęło się mocno. Miał swoje Imię! I, kiedy o tym pomyślał, ogromnie mu się podobało. Było doskonałe.
Pokój stał w ciszy, pełen szacunku dla Mysiego Rycerza. Wiedzieli, jak wiele znaczy dla niego ta chwila. Była czymś mistycznym. Świętym.
Mysz powoli wspiął się ku twarzy człowieka i polizał go, aby wyrazić swoją wdzięczność. Całe jego życie było warte tego momentu. Każda chwila cierpienia, każda próba, każdy moment zwątpienia. Wszystko było po prostu doskonałe. Absolutnie i nieskalanie doskonałe. Spojrzał w górę, a potem w dół na Smykacza. Smykacz skinął głową. Mikael to widział. Wszyscy to widzieli.
Skierka i Drzewinka pobrali się i mieli dzieci. Smykacz miał wiele małżonek. Królestwo opływało w dostatki i trwało w zdrowiu. Człowiek kupił Skierce komplet nowych tomów encyklopedii. Każdego dnia, kiedy mijał jego klatkę, obracał stronę dla małej myszy. Skierka nauczył czytać wszystkich swoich bliskich przyjaciół. Smykacza, Drzewinkę, swoje dzieci, dzieci Mikaela i Tłuściocha.
Nemo i Skierka zostali najlepszymi przyjaciółmi i często rozmawiali do późna w nocy.
Skierka osobiście trenował dwóch synów Mikaela, którzy zostali pierwszymi Szczurzymi Rycerzami. Ich sława sięgała daleko i wszędzie, gdzie się udali, szczury były ratowane, karmione i leczone, dzięki mądrości i dobroci dwóch rycerzy.
Tłuścioch został pasowany na rycerza pośmiertnie. Powszechnie wierzono, że był wcieleniem samego Mysiego Boga, chociaż nikt nie umiał powiedzieć, skąd wzięło się to przekonanie. Zresztą, jak później zauważył Mysi Rycerz, kto wie? Może to być prawda. Dlatego też dwadzieścioro pięcioro dzieci Tłuściocha zawsze dostawało pierwsze miejsca przy obiedzie, zawsze było głęboko poważane i zawsze dostawało tyle jedzenia, ile zechciało.
Smykacz wybrał później swojego giermka, o imieniu Drapek, który był bardzo podobny do Smykacza z czasów młodości. Ochoczy, nadpobudliwy i szczęśliwy. Mieli wiele wspaniałych przygód, które mogłyby wypełnić wiele książek, a często również Skierka, Nemo i co najmniej jeden ze Szczurzych Rycerzy wyruszali razem z nimi.
Ale to już zupełnie inna historia.
Kiedy pierwszy z Mysich Rycerzy był już stary, nauczył się czytać tak dobrze, że przeczytał wszystkie książki, które były w domu. Ponieważ był mądrą i ambitną myszą, uznał, że może nauczyć się już tylko jednej rzeczy... pisania.
I tak zrobił.
Piip.
KONIEC
Posłowie
The Mouse Knight is © copyright 2002 by Cutter Hays. All rights reserved.
Reprinted and translated with the permission from the author.
For the Polish translation © copyright 2005 by Bianka Dziadkiewicz.
Wykorzystanie jakiegokolwiek fragmentu tekstu wymaga zgody autora.