Menu
strona główna
forum
adopcje
cele Stowarzyszenia
dołącz do nas
regulamin SPS
nasze akcje
bannery
opieka nad szczurem
porady weterynarza
interwencje
chcę pomóc
pobierz
Mysi Rycerz
kontakt

Ankieta

Zaloguj
Użytkownik:
Hasło:
Zapamiętaj 
Zapomniałem hasła

Ostatnie tematy
» [Szczecinek i okolice] przygarnę samiczkę!
» łączenie szczurów
» nowotwór:(
» [SZUKAM] WARSZAWA - LUBLIN/CHEŁM
» (Lublin, Chełm) Przygarne 2 szczurki
» Dziwne zachowanie ogonka
» [Warszawa] dwaj bracia agouti szukają dt i ds pilnie!
» [Warszawa] dwóch panów dumbo szuka ds
» Przygarne 2 szczurki :)
» [Poznań] Dwa samce do adopcji

Mysi Rycerz

Rozdział 7: Wielka ucieczka ze sklepu zoologicznego


Mały mysz jeszcze nigdy nie widział takiej ilości myszy i szczurów. "Muszą ich być setki" - pomyślał. Jak daleko mogły sięgnąć jego czerwone oczka albinosa, widział tylko uszy, ogony i oczy. Jeszcze dalej sięgał jego węch (około metra), który wyczuwał ich wiele więcej. Wszystkie zgromadziły się, aby go wysłuchać. Był zdenerwowany. Jednak w pierwszym rzędzie stali Król, pani Drzewinka, Smykacz i Mysi Przyjaciel Mika, którzy zdawali się mieć do niego pełne zaufanie.

- Eeee... cześć - pisnął. Wszyscy zaczęli bić brawo. Hej, to jest nawet fajne, pomyślał. - Tej nocy zaatakujemy sklep zoologiczny gdzie moja rodzina - i wasza - jest więziona wbrew ich woli.

Jeszcze większe brawa. Cóż. Można do tego przywyknąć...

- Nie będzie czasu na błędy, a chociaż mam plan, część myszy i szczurów może zostać ranna... albo gorzej.

Cisza.

- Cóż, taka jest prawda. Myśleliście, że potrafię strzelać laserami z oczu? Że uratuję wszystkich sam z siebie? - Mysi Rycerz założył ręce na piersi. - Jeśli ktoś chce zrezygnować, w porządku. Wasz honor na tym nie ucierpi.

Jednak nikt się nie poruszył.

W nocy duża ilość szczurów i myszy ruszyła szybko i cicho na przystanek autobusowy. Podczas gdy kierowcy gawędzili w czasie przerwy, autobusy zostały zalane gryzoniami. Zwiadowcy przekazywali, które autobusy są puste (był to ostatni kurs). Nie mogli narażać się na ludzi wrzeszczących w panice, gdy setki kosmatych zwierzątek dzielą z nimi autobus. Ci ludzie - zawsze panikują z byle powodu.

Kiedy wszyscy byli już w środku, podróż zajęła niewiele czasu, a każdy ogonek siedział cicho. Nawet Smykacz. Tylko raz niemal odkryła ich jakaś starsza pani, ponieważ jedna z myszy koniecznie musiała obwąchać jej nogę. Wszyscy wstrzymali oddech, kiedy ją obwąchiwała, a potem obsiusiała but. Kiedy zuchwała mysz wróciła, Tłuścioch dał jej porządnego klapsa. Na szczęście starsza pani też nie była zbyt bystra.

Kiedy kierowca usłyszał sygnał do zatrzymania, ze zdziwioną miną spojrzał do tyłu na pusty autobus. Nie miał wcale zamiaru się zatrzymywać. Jednak kiedy mijali przystanek, nawiedzony pojazd zaczął dzwonić tak wściekle, że kierowca zahamował z piskiem opon i zawołał:

- No już! Już - wynoście się duchy!

Wysiedli więc. Kiedy małe duszki uciekały przez drzwi tak szybko, jak tylko potrafiły, kierowca przyglądał im się sponad okularów. A gdy ostatnia mysz zatrzymała się, aby pisnąć "Dziękuję" i wybiegła, uznał, że mysie duchy nie były takie złe i że być może odwiedzi następnego dnia sklep zoologiczny. Autobus odjechał, a ekipa ratunkowa zmierzała w ciemnościach ku swojemu celowi.

Sklep wyglądał złowieszczo. Ciemny, ogromny i onieśmielający. Wiedzieli, że w środku tego ogromnego więzienia są trzymane ich rodziny i przyjaciele, ale to czyniło go jeszcze bardziej onieśmielającym. Jeden niewłaściwy ruch i wszyscy zostaną tu uwięzieni, na zawsze. Lub po raz drugi sprzedani jako jedzenie. To było jak powrót do piekła. Jedno spojrzenie na ich twarze powiedziało Mysiemu Rycerzowi, że wszyscy to rozumieli. Nikt się nie cofnął.

Wejście do środka było proste. Szczury musiały trochę ponadgryzać to i owo, żeby otworzyć klapę kanału wentylacyjnego, a ich zęby wgryzały się w cienki metal jak w karton. Myszy przyglądały się im, tak pełne podziwu dla ich siły, że szczury zaczęły w końcu puszyć się z dumy i paradować dokoła - dopóki Mysi Rycerz nie poprosił wszystkich o uwagę. Rozkazał im iść dookoła na przód budynku. Tam z kolei nakazał im wygryźć dziurę w najsłabszym fragmencie ściany, tuż obok frontowych drzwi. Dużą dziurę - większą niż trzy szczury. Szczury spojrzały na niego krótko, jakby kompletnie oszalał - dziurę? W ścianie? Przecież już mogli dostać się do środka od tyłu.

- Nie potraficie tego zrobić? - zapytał Mysi Rycerz, przekrzywiając głowę - Słyszałem, że szczury mogą przegryźć wszystko.

Nie mówiąc ani słowa więcej szczury zaczęły gryźć jak szalone. Ponieważ było ich dużo, w ciągu kilku minut powstała dziura, przez którą mógłby przejechać nawet szczur na kołowrotku. Byli nawet zdziwieni, że poszło im tak łatwo i żartowali sobie z ludzi, którzy budują takie słabe gniazda.

- Dlaczego z obydwu stron? - zapytał Mika, podczas gdy jego oddziały wykańczały brzegi dziury.

- Stara mysia zasada - odpowiedział Mysi Rycerz. - Zawsze jedno wejście do środka - i jedno wyjście na zewnątrz.

Kiedy już byli w środku, dokonali przerażającego odkrycia. Niektóre światła były ciągle włączone! Ktoś, gdzieś, był tam w środku razem z nimi! Wszyscy spojrzeli na ich przywódcę. Mysi Rycerz wyszeptał cicho, głosem, którym posługują się gryzonie, poza skalą ludzkiej słyszalności:

- Kontynuujemy według planu.

Szybki Smykacz pomknął do przodu jak malutki rozmazany kształt. Wrócił w ciągu sekundy i zaraportował, że droga jest wolna, ale w pokoju z gryzoniami jest człowiek!

Mysi Rycerz zmrużył oczy.

- Jak wygląda ten człowiek?

Smykacz zmusił się do powolnej wypowiedzi:

- Był duży i miał taką rzecz na twarzy, i kropki na twarzy, i jadł coś, i patrzył na coś.

- Czy to, na co patrzył, było płaskie i leżało na jego kolanach?

- Tak! Leżało! O rany! Umiesz czytać w myślach! - zdumiał się Smykacz.

Mysi Rycerz spojrzał na niego z rozbawieniem.

- Dobra robota, giermku.

Smykacz nadął się jeszcze bardziej niż szczury i pomaszerował dumnie pomiędzy nimi. Mysi Rycerz odwrócił się do reszty:

- To zmienia nasz plan. Znam tego człowieka. Nie jest zły. Myślę, że mogę odwrócić jego uwagę. Czekajcie na mój pisk! - Mika kiwnął głową i nikt nie pytał o więcej, kiedy Mysi Rycerz odchodził. Biały mysz sunął przy ścianie czając się cicho i skrycie (mimo to świecił jak żarówka na tle ciemnej podłogi i półek z towarem). Podkradł się do pokoju i istotnie, siedział tam sprzedawca, czytając książkę, o trzeciej w nocy. "Czy on nie ma w życiu nic lepszego do roboty?" Mysi Rycerz wzruszył ramionami i powolutku zaczął się skradać za jego plecami. Centymetr po centymetrze, tak, aby nie zrobić żadnego hałasu, cicho jak myszka. Był już w połowie drogi do stołu, gdy nagle zamarł ze strachu.

Obok sprzedawcy leżał pies. Duży pies. Spał, ale mógł wszystko popsuć. Mysi Rycerz widział wcześniej psy, z daleka, ale ten był cały pokryty bliznami od pobicia. Mysi Rycerz nie był pewien, co psy sądzą o myszach. Zapewne uważają, że nadają się do zabawy albo do jedzenia, wszyscy tak uważają, pomyślał mysz gorzko. Lepiej nie ufać psom. Po cichu...

Gdy był już na stole, zobaczyły go inne myszy. Niektóre go rozpoznały, ale człowiek nie mógł słyszeć ich sekretnego języka.

- Wróciłeś?! - pytały.

- Czyś ty oszalał?

- Nikt jeszcze nigdy nie wrócił.

- Coś takiego... kiedy go ostatnio widzieliśmy, był małym dzieckiem..

- On cię zobaczy!

Mysi Rycerz podbiegł do nich, żeby je uspokoić, co w końcu się udało.

- Za chwilę musicie wszystkie stanąć na sobie, jedna na drugiej - i zepchnąć pokrywę z akwarium - powiedział. Zaczęły szemrać i sprzeciwiać się. Nie miały pojęcia, co to jest wolność. Mysi Rycerz w rozpaczy zwiesił głowę.

- Jesteście tylko jedzeniem! - pisnął głośno. Myszy zamilkły. Niektóre potrząsały z niedowierzaniem głową.

- Tak, jesteście jedzeniem - ciągnął dalej. - Każdy, kto odchodzi z tego miejsca, jest jedzeniem dla smoków albo nawet gorszych stworzeń. Musicie uciekać. Róbcie, co wam każę.

- Ale przedtem mówiłeś, że odchodzimy do dobrych i szczęśliwych miejsc... - załkała smutno jakaś mała myszka. Przypominała Mysiemu Rycerzowi jego samego z czasów, kiedy jeszcze niczego nie wiedział.

- Tak, mówiłem tak. Przepraszam - powiedział. - Myliłem się. Byłem głupi, skoro myślałem, że ludzie pokochają nas, bo jesteśmy miłe i łagodne. A teraz zbierzcie się razem, a kiedy zobaczycie, że nadchodzą pozostali, uwolnijcie się, rozumiecie?

Wszyscy się zgodzili. Mysi Rycerz odwrócił się, by stawić czoło sprzedawcy...

...odwrócił się, by stawić czoło sprzedawcy... (Copyright 2002 Cutter Hays)

...i natychmiast zatonął w lekturze książki, którą ten czytał.


- Dlaczego to trwa tak długo? - wykrzyknął Mika. - Zestarzejemy się tutaj czekając...

Smykacz przystawił swój mały nosek do pyska Miki.

- Mój pan robi to, co w jego mocy, szczurze - powiedział dobitnie, przybierając wyzywającą postawę - na wypadek, gdyby Mika powiedział choć słowo więcej. Ten jednak uśmiechnął się szeroko i zachichotał:

- W porządku, chłopcze... spokojnie... Nie śmiałbym kwestionować posunięć twojego pana. Ani też walczyć z jego odważnym giermkiem.

Usatysfakcjonowany Smykacz powrócił do nerwowego skakania w przód i w tył.


Cztery rozdziały później Mysi Rycerz nawet nie zauważył, że sprzedawca obrócił się, aby sięgnąć po puszkę coca-coli (która stała tuż obok małego mysza). Nadal czytał, gdy męski głos przerwał ciszę.

- Coś takiego! - na ten dźwięk mysz poderwał gwałtownie głowę i spojrzał prosto w oczy sprzedawcy. - Pamiętam cię! Ty jesteś tym małym urwipołciem, który zawsze obserwował, jak czytam! Jakim cudem się tutaj dostałeś?

Myszy uwięzione w klatce patrzyły z podziwem, jak Mysi Rycerz rzuca się prosto na sprzedawcę! Śmiałym skokiem dosięgnął jego ogromnego nosa i z mysią, błyskawiczną prędkością śmignął w dół po jego ubraniu i dalej przez podłogę w stronę drzwi.

- O Boże! - krzyknął sprzedawca.

- To nasz sygnał - zawołał Mika. - Idziemy!

Ekipa ratunkowa zobaczyła, jak Mysi Rycerz CZEKA na sprzedawcę, aż ten wstanie i zacznie go gonić. Dopiero wtedy znowu rzucił się do ucieczki po sklepowej podłodze. W połowie przejścia pisnął:

- Teraz, Mika - teraz!

...Mika pociągnął go za skórę na karku... (Copyright 2002 Cutter Hays)

Smykacz przystanął, jakby chciał ścigać sprzedawcę, ale Mika pociągnął go za skórę na karku.

- Mały, ten tłuścioch nigdy w życiu nie złapie twojego pana - powiedział przez zęby.

- Hej, uważaj co mówisz! - burknął Tłuścioch.

I tak Mysi Rycerz prowadził sprzedawcę w wesołym pościgu przez przejścia ciemnego sklepu, zatrzymując się, gdy człowiek musiał złapać oddech, i napawając się każdą chwilą. Jak to cudownie być myszą, pomyślał szczęśliwy. To było super! Kiedy sprzedawca ponawiał pościg, Mysi Rycerz radośnie biegł znowu, tak szybko jak tylko pozwałały mu krótkie nóżki. A przez cały ten czas ekipa ratunkowa wspinała się na stół. O nie! - zapomniał ostrzec Mikę przed...!

- To pies - wyszeptał Mika. - I to bardzo zły pies - pitbull. Agresywny i bardzo nieprzyjemny. Co gorsza, widzicie te blizny na jego pysku? Był chłostany batem. Bity i poraniony. Specjalnie, żeby stał się jeszcze bardziej krwiożerczy. Nie zawaha się nas zabić... a słuch ma niemal tak dobry jak my. Pozwólcie mu tam leżeć, a może wszystko będzie w porządku. Tylko bądźcie wszyscy cicho.

W ciszy i strachu wspięli się na półki sklepowe i podeszli do klatki. Zarówno myszy jak i szczury były osłupiałe na widok tak wielu pobratymców przebywających na wolności. Na szczęście pamiętały o instrukcjach Mysiego Rycerza i ostrożnie wspinając się jedna na drugą popchnęły pokrywę tak, żeby przesunęła się, pozostawiając niewielki otwór. Szczury roześmiały się tylko i podskoczyły mocno, aby zrzucić pokrywę, podczas gdy pozostali złapali ją, żeby nie narobić hałasu - wyglądało to jak wyćwiczona sztuczka.

...zaczęły schodzić w dół po półkach... (Copyright 2002 Cutter Hays)

Kiedy byli już wszyscy razem, Mika poinformował obie strony o rozejmie i kazał iść w stronę drzwi - po cichu. Ogromna liczba myszy i szczurów zaczęła schodzić w dół po półkach. Niektóre spadły, ale ich upadek zamortyzowały ciała ich towarzyszy, którzy byli już na dole. Nikt nawet nie pisnął. Mika wpatrywał się w psa. Pierwsza mysz była już za drzwiami, kiedy z głębi sklepu dobiegł wściekły ryk sfrustrowanego sprzedawcy:

- Demon! Do nogi! Chodź tu!

Mika zamarł w przerażeniu, gdy oczy psa otworzyły się i dostrzegł ich wszystkich. Nazwał go Demon?! Pies w jednej chwili zerwał się na równe nogi, a jego postawa i rozchylona, ziejąca paszcza ukazywały jasno, że zamierza zabić każdego gryzonia na wolności. W jego skatowanych, smutnych oczach czaiła się śmierć.

- Ratuj się kto może! - wrzasnął Mika. - Nie da się z nim walczyć! UCIEKAĆ!!!

Wszyscy rzucili się do ucieczki, ale było jasne, że wszystkim się nie uda.

Trzeba wspomnieć, że jest pewna legenda o myszach. Mówi się, że chociaż są małe, są też najodważniejszymi stworzeniami na ziemi. Wielu mitycznych bogów korzystało z usług myszy, ze względu na ich niezłomną wierność. Do tego jest jeszcze instynkt macierzyński, który nakazuje chronić swoje małe. Wiele razy mysie matki stawiały czoła niebezpieczeństwom wbrew wszelkiej nadziei, wiedząc, że zapłacą własnym życiem, ale nigdy nie przemknęła im przez głowę myśl, że mogą postąpić inaczej. Inne zwierzęta, nawet ludzie, uciekłyby w takiej chwili nie troszcząc się o innych, zabitych przez potwora. Jednak matki szczurze i mysie zatrzymały się. Razem z kilkoma dzielnymi wojownikami z królestwa przyjęły na siebie impet pierwszego ataku Demona, podczas gdy ich synowie i córki uciekały. Pies swoimi potężnymi zębiskami w jednej sekundzie posłał kilka zwierząt na drugą stronę tęczowego mostu. Jednak inne nieubłaganie trwały uczepione pazurami jego pyska, aby zdobyć choć kilka cennych sekund na ucieczkę pozostałych.

Mimo to ogromna bestia jednym skokiem dogoniła uciekających. Kosmate ciałka rozpierzchły się w rozmaitych kierunkach i zapanował chaos. Mika krzyknął:

- Mysi Rycerzu! Pies się obudził!

Z daleka dobiegł głos małego mysza:

- Mika! Każ im biec tutaj! Do mnie - w stronę mojego głosu!

Mika wrzasnął tak głośno, jak umiał:

- Wszyscy do Mysiego Rycerza! Do Mysiego Rycerza!

A Mysi Rycerz pisnął tak głośno, żeby wszyscy mogli go usłyszeć. Usłyszeli, i dzięki temu chaos, który niemal udaremnił akcję ratunkową, zamienił się w zorganizowaną ucieczkę, podczas gdy pies warczał i szalał pośród nich, zabijając dzielnych wojowników i ścigając pozostałych.

Mika biegł jako ostatni - sam wybrał pozycję w tylnej straży. Pies następował mu na pięty, masywne szczęki ociekały śliną, podłoga trzęsła się od ciężkich uderzeń jego łap. Po raz pierwszy od wielu miesięcy Mika poczuł strach. Nie miał żadnej możliwości wyboru. Mógł zrobić unik i rzucić się w bok, ale psy były zwykle głupie, więc to oznaczałoby pozostawienie reszty na pastwę losu. Tak czy inaczej, zginie w ciągu kilku sekund.

W tej samej chwili, kiedy zdał sobie z tego sprawę, biała błyskawica mignęła zza rogu i przebiegła obok niego w stronę psa - Mysi Rycerz, oglądający się do tyłu. Równocześnie z Miką wykrzyknęli:

- Uważaj!

Za Mysim Rycerzem zza rogu wyskoczył sprzedawca i zderzył się z psem. Dwa ciała padły na ziemię z głuchym łoskotem, wzbudzając małe trzęsienie ziemi. Pies natychmiast skoczył na równe nogi, natomiast sprzedawca przeklinał Demona.

- Nie mogę biec szybciej niż pies - krzyknął Mysi Rycerz do Miki. - Uciekaj, ratuj się!

- Głupi myszu - odparł Mika, podbiegając do niego. - Właśnie po to rycerze mają swoje rumaki.

Mysi Rycerz wykorzystał jedną dziesiątą sekundy, żeby uśmiechnąć się do przyjaciela, i skoczył na jego szeroki, silny grzbiet, trzymając się futra ile tylko miał sił w mysich łapkach. A Mika rzucił się z całej siły w przód. Jego łapki ślizgały się a tylna część ciała jeździła na wszystkie strony, zanim znów złapał oparcie i pomknął do przodu - ułamek sekundy przed tym, jak ogromne, ociekające śliną zęby zatrzasnęły się w miejscu, gdzie byli przed chwilą. Demon rozpoczął pościg.

- Na prawo! - krzyknął Mysi Rycerz.

Mika zrozumiał natychmiast - mieli być przynętą dla potwora. Zgodnie z nakazem przyjaciela zakręcił ostro i pomknął bocznym korytarzem. Olbrzym był tuż za nimi. Zrobił unik w prawo - w lewo - w prawo - nagle się zatrzymał - do tyłu - znowu w prawo! Mysi Rycerz trzymał się z całej siły, podziwiając szybkość i zręczność przyjaciela. W końcu, zapędzony w kąt i bez żadnej możliwości ucieczki, Mika skoczył prosto ponad głową psa, wylądował na jego grzbiecie i rzucił się do otworu w kanale wentylacyjnym.

...skoczył prosto ponad głową psa... (Copyright 2002 Cutter Hays)

- Iiiiii-ha! - wrzasnął Mysi Rycerz, przyciskając się do grzbietu szczura. Udało się! Słyszeli, jak za ich plecami Demon z rozpędu uderzył w ścianę. Bardzo mocno. Rzeczywiście nie był zbyt bystry, jak słusznie domyślił się Mika. Spotkali się wszyscy przed sklepem i popędzili przez parking, podczas gdy sprzedawca szukał kluczy - zaledwie parę metrów od nich po drugiej stronie drzwi. Kiedy je w końcu otworzył, zarówno ratownicy jak i uratowani byli już daleko, poza jego zasięgiem. Potrząsnął tylko głową, gapiąc się w zdumieniu na pusty parking.

- Demonie - powiedział, - to była najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem.

Pies tylko zawarczał.


Rozdział 8: Pielgrzymka Mysiego Rycerza



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


designed by gryzaj