Czyniono przygotowania do wielkiej akcji ratowniczej. Jeszcze nigdy myszy nie próbowały czegoś tak niezwykłego i zuchwałego. Po pierwsze, musieli ustalić, w którym sklepie znajduje się rodzina Mysiego Rycerza. Przekazał on zwiadowcom dokładne wskazówki, łącznie z opisem właściciela i biblioteczki książek fantasy na zapleczu. Potem musieli zaplanować, jak tam dotrzeć - co jeśli sklep będzie po drugiej stronie miasta? Mogli pojechać autobusem. Da się to zrobić. Potem mieli wrócić, jeśli się powiedzie, z dużą ilością nowych myszy, a potem Mysi Rycerz przygotuje się na prawdziwe niebezpieczeństwo - wyprawę na nieznane Pola Przeznaczenia.
Mika zawarł umowę ze szczurami. One również chciały uwolnić swoich braci, więc zgodziły się na przeprowadzenie zwiadu i na tymczasowy rozejm. Oczywiście słyszały też opowieści o dziwnej myszy i zapytały Mikę, czy to prawda. Odpowiedział, że owszem, w rzeczy samej, a następnie rozdmuchał sprawę tak dalece, że mały mysz stał się niemal bogiem. Szczury, które głęboko poważały Mikę, kupiły jego historyjkę.
Tłusty mysz przyszedł do Mysiego Rycerza i pogodził się z nim, mówiąc cały czas, że mógłby go z łatwością pokonać, a nawet potrząsając przy tym ogonem, żeby podkreślić swoje słowa. Był rzeczywiście wielki i miał równie wielkie ego, ale Mysi Rycerz polubił go. Zaoferował się nawet jako ochotnik w akcji ratowniczej i wyglądał na obrażonego, kiedy Rycerz zaczął się zastanawiać, czy nie będzie opóźniał pozostałych. Aby udowodnić swoją przydatność, przebiegł z jednego końca sali na drugi, a przy tym strącił ze schodów bezbronną (i o wiele mniejszą) mysz, która zniknęła z głośnym "Iiiiiiiiiiiik!!!"
- Nie martw się... Na dole są koce. Jama specjalnie do zapasów dla chłopców - powiedział Tłuścioch. Mysi Rycerz skinął głową, spoglądając na niego ze zmartwieniem.
- To co... jestem szybki, nie?
Mysi Rycerz przytaknął. Nie był aż tak szybki, ale z pewnością jego siła mogła się przydać.
- I zostanę bohaterem, nie?
Stał bardzo blisko, dysząc ciężko po biegu. Mysi Rycerz odsunął się nieco od cuchnącego mysza i skinął głową.
- Super. Dzięki, facet - wysapał Tłuścioch i polizał Rycerza, który natychmiast zaczął wyczesywać futerko.
Jeśli chodzi o samą akcję ratunkową, nie mieli jeszcze żadnego planu. Ale Mysi Rycerz miał pewien pomysł. Sprytny pomysł. Myszy były małe i słabe (w porównaniu do ludzi i kotów), ale były szybkie i mądre. Musiały to jakoś wykorzystać. Właśnie pracował nad planem, kiedy bardzo młody mysz wystrzelił ku niemu. Miał chyba niecałe pięć tygodni, był mniejszy nawet od Mysiego Rycerza. Stanął na tylnych łapkach i w podnieceniu przechylał głowę z boku na bok. Był jasnobrązowego koloru, z wielkimi uszami. Mysz, który jadł groszek, przypomniał sobie Mysi Rycerz.
- Cześć - powiedział bardzo szybko. - Jestem Smykacz! - poruszał się cały czas, jak nadpobudliwe dziecko, przesuwając łapki i rozglądając się dookoła. Uśmiechał się nieśmiało. Mysi Rycerz pomyślał, że wygląda to naprawdę uroczo.
- Och, mysz z imieniem - jeszcze jedna! Coś takiego - powiedział, żeby sprawić mu przyjemność.
- Mhm, z imieniem.... no tak - powiedział Smykacz.
- Czy byłbyś łaskaw powiedzieć, odważny młody myszu, jak zyskałeś to imię? - zapytał rozbawiony Mysi Rycerz.
Malutki mysz spojrzał na podłogę, jakby z poczuciem winy, ale potem zastanowił się i podniósł głowę.
- Sam je sobie nadałem! - pisnął głośno.
Mysi Rycerz uniósł brwi i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Tak?
- Tak! - powiedział szybciutko Smykacz. - Powiedziałeśżemożemyzrobićwszystkocochcemy (oddech!) bojesteśmymyszamiwięczrobiłemi (oddech!) nadałemsobieimiębomogę!
- Ha ha ha ha! - roześmiał się Mysi Rycerz. - Nie sądzę, żeby ktokolwiek wcześniej o tym pomyślał! To mi się podoba!
- Czyli nie dostałem nagany? - zapytał Smykacz.
- Nie. Żadnej nagany. Raczej pochwałę za cenną inicjatywę.
- W takim razie mogę być pana giermkiem, prawda?
- Co takiego?! - wykrzyknął Mysi Rycerz.
- Bo... boKrólpowiedziałżemogębyćwstaniezostać (oddech!) panagiermkiemcokolwiektojestiuczyćsię (oddech!) obyczajówwielkichmyszyzdawnychczasów (oddech!) takichjakpan!
- Smykacz - powiedział Mysi Rycerz, chwytając wiercącego się malucha - ZWOLNIJ.
Mysz zatrzymał się i stanął spokojnie:
- Dobrze.
- Co powiedział król?
- Powiedział, żeby przyjść tutaj i poprosić, żebym został pana giermkiem.
- Ach, więc tak powiedział - westchnął Mysi Rycerz i spojrzał na starego króla, który wzniósł swój rodzynek w toaście, uśmiechając się.
- Czy powiedział ci, że to niebezpieczne, trudne i bolesne? - zapytał Mysi Rycerz.
- SUPER! - wykrzyknął Smykacz i zaczął skakać w tę i z powrotem, przygotowując się do treningu.
Mysi Rycerz z rezygnacją uderzył się łapką w czoło. Naprawdę polubił tego małego mysza, ale nie mógł pozwolić, aby ten zmarnował swoje życie na tak niebezpiecznej wyprawie.
- Smykacz, nie mogę ci pozwolić....
Przerwało mu uderzenie z tyłu - wpadła na niego inna mysz. Odwrócił się... i stanął twarzą w twarz z najbardziej olśniewającą pięknością, jaką kiedykolwiek spotkał w swoim życiu. Była dużo większa od niego, z długim, smukłym ogonem, okrągłymi uszkami i gładkim, jedwabistym futerkiem barwy cynamonu. Miała rozmarzone oczy, w które mógłby się wpatrywać całą wieczność.
- Widzę, że poznałeś mojego syna - powiedziała. - Czy nie sprawia ci kłopotu, panie?
Mysi Rycerz kompletnie stracił głos. W końcu pomachała wąsikiem przed jego oczami, wtedy się ocknął.
- Och... nie. Wcale nie... jest naprawdę milutki.
Smykacz trącił mamę nosem, a ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- To prawda, jest miły.
- Mama i ja jesteśmy bezdomni - zagadnął Smykacz, jakby nie było to nic ważnego, zwykła wzmianka. Samiczka jednak wyglądała na zawstydzoną i obróciła się, aby odejść z synem.
- Poczekaj - powiedział Mysi Rycerz. Zatrzymała się i odwróciła, zaciekawiona. - Jeśli jesteście bezdomni, to znaczy, że kiedyś mieliście dom?
- O tak - powiedziała. - Byłam zwierzęciem domowym, ale zaszłam w ciążę i moi właściciele wyrzucili mnie na podwórko, tuż przed porodem.
- Och, to okropne - przejął się Mysi Rycerz, podchodząc bliżej do dziewczyny. - Tak mi przykro. Nie wiedzieli co robią - są czasem tacy bezmyślni i nieodpowiedzialni.
- Większość moich dzieci zmarła, ponieważ nie mogłam ich wykarmić - ciągnęła samiczka, najwyraźniej potrzebując kogoś, komu mogłaby się zwierzyć. Przeszła naprawdę wiele. - Starałam się je ocalić, ale umierały z głodu i zimna, jedno po drugim... - zaczęła cicho płakać. - Patrzyłam, jak umierają... i nie mogłam im pomóc. To było takie smutne. Nie mogłam im pomóc.
Smykacz, widząc że mama jest zrozpaczona, położył pyszczek na jej grzbiecie. Mysi Rycerz spojrzał na niego. Więc to dlatego był taki mały. Niedożywiony. Teraz wyczesywał swoją płaczącą mamę.
- Jednak uratowałaś tego jednego - powiedział Mysi Rycerz tak pocieszająco, jak tylko umiał.
Spojrzała na Smykacza i polizała go za uchem.
- Tak - powiedziała z dumą. - Jemu się udało. Jemu jedynemu.
Smykacz spojrzał na Rycerza błagalnie. Teraz było jasne, czemu chciał zostać giermkiem. Chciał chronić inne myszy przed tym, co spotkało jego biedną mamę.
- Potem znalazłaś to miejsce? - zapytał Rycerz. Przytaknęła. Rycerz przekrzywił głowę i przyjrzał się jej uważnie.
- Jeśli byłaś zwierzęciem domowym, musisz mieć jakieś imię.
Nieśmiało (i niezwykle uroczo) zerknęła w bok:
- Tak, mam imię.
- Czy raczysz mi je wyznać, pani? - Mysi Rycerz wyciągnął ku niej głowę.
- Drzewinka - odpowiedziała - ponieważ lubię się wspinać.
- Czy wiesz, że twój syn prosił mnie o to, by podążyć za mną i walczyć u mego boku? - zapytał Mysi Rycerz.
- Tak, król pytał mnie, czy się zgadzam.
- Nie chcę odbierać ci twojego jedynego syna - i czułbym się okropnie, gdyby coś mu się stało, co jest wysoce prawdopodobne! To, co zamierzam zrobić, jest niewyobrażalnie niebezpieczne, pani.
Zachichotała cicho.
- Jest silniejszy, niż może się wydawać, panie - trąciła go przy tym nosem, a on poczuł, że uciążliwe poczucie samotności rozwiewa się jak dym. - A poza tym mam nadzieję, że urodzę jeszcze więcej dzieci, pragnę tego z całego serca.
Spojrzeli oboje na Smykacza, a ona powiedziała:
- Będziesz się o niego troszczył, prawda?
Przez długą chwilę Mysi Rycerz walczył ze swoim sumieniem. Król patrzył na niego. Piękna dziewczyna chciała, żeby jej syn został jego giermkiem! A Smykacz miał tak błagalny, żałosny wyraz twarzy. Na dodatek wszystkiego Mika właśnie wrócił po negocjacjach ze szczurami i był świadkiem całego zajścia.
- Każdy rycerz z opowieści miał swojego giermka - wymamrotał pod nosem, potem udał, że ma atak kaszlu i poczłapał dalej. Mysi Rycerz skrzywił twarz w niezrozumiałym grymasie.
- No dobrze... - powiedział. Smykacz podskoczył tak wysoko, że mógłby przebić dach - zamiast tego złapał się rury wodociągowej i natychmiast zjechał po niej w dół.
- WOOOOOOW!!!
Dziewczyna pocałowała go i pogłaskała pod szyją
- Dziękuję - powiedziała. - Wiem, że z tobą będzie bezpieczny.
Smykacz stanął na baczność i zasalutował Rycerzowi.
- Mój Panie!
Król skinął głową z zadowoleniem i powrócił do swojego rodzynka. Mika roześmiał się swoim ciepłym śmiechem, który mówił "rozumiem wszystko" i który Mysi Rycerz tak bardzo lubił. Wzruszył ramionami i zmierzwił futerko Smykacza. Po prostu tak musiało być.
Rozdział 7: Wielka ucieczka ze sklepu zoologicznego
The Mouse Knight is © copyright 2002 by Cutter Hays. All rights reserved.
Reprinted and translated with the permission from the author.
For the Polish translation © copyright 2005 by Bianka Dziadkiewicz.
Wykorzystanie jakiegokolwiek fragmentu tekstu wymaga zgody autora.