To był gigantyczny podziemny labirynt. Tak ogromny, że Mysi Rycerz nie potrafił zgadnąć, ile kilometrów mógł mierzyć. Z pewnością mysz mógłby wędrować tędy przez całe życie i nie zobaczyć wszystkiego. Prowadzono go i jego drużynę przez zimne, ciemne, tajemnicze korytarze całymi godzinami, zanim dotarli do wspaniałej głównej komnaty. Była ona ogrzewana, pachniała jedzeniem i wieloma myszami. W rzeczy samej było tam więcej niż setka myszy, wszystkie bardzo zajęte swoimi mysimi zajęciami. Na końcu sali, na poduszce, pośród zwiniętego koca, siedział stary mysz otoczony strażnikami.
Eskorta poprowadziła małego mysza i jego grupę przez tłum, który zatrzymał się i przypatrywał w milczeniu. Kilka ogonów zadrgało, ale większość po prostu wpatrywała się w zdumieniu. Kiedy dotarli do końca sali, Mysi Rycerz dostrzegł, że mysz siedzący na poduszce jest naprawdę wiekowy - o wiele starszy niż stary wojownik, który walczył ze smokiem. Mały mysz patrzył na starego, ślepego mysza i nie wiedział co robić.
Milczenie zostało przerwane przez mysz, która stała po prawej stronie starego mysza:
- Stoicie przed Jego Wysokością, Królem Arnoldem Pierwszym, Królem Mysiego Grodu i Władcą Gniazda.
Rodzina i przyjaciele Mysiego Rycerza wydobyli z siebie przeciągłe "Oooooooch" i "Aaaaaaah".
Strażnik ciągnął dalej:
- Wasza Wysokość, przyprowadziliśmy Mysiego Rycerza, tak jak prosił o to szczur.
Nie żeby go wcześniej nie widzieli, ale dopiero teraz wszystkie mysie oczy zwróciły się na Mikę, który był nieco zdenerwowany. Obnażyły się zęby, zmrużyły oczy, zatrzęsły ogony i myszy zaczęły się zbliżać, przyczajone i wrogie.
- Łapmy szczura!
- Zjedzmy szczura!
- Zemsta!
- le trafiłeś, szczurze!
Były już przy nim i Mika gotował się, aby drogo sprzedać swoje życie. Ale wtedy wkroczył Mysi Rycerz.
- Stać! - krzyknął, zasłaniając Mikę. Myszy cofnęły się. O co chodzi? Mysz wstawia się za szczurem? Mimo wszystko zatrzymały się.
- Czy on jest twoim przyjacielem, Mysi Rycerzu? - zapytał król.
- Tak, mój Panie - odpowiedział mały mysz. - I nie pozwolę nikomu go skrzywdzić, nawet jeśli to oznacza, że będę musiał opuścić twoje królestwo albo... moje życie, jeśli do tego dojdzie.
Zapadła cisza. Wreszcie król odezwał się:
- Jak rozumiem, i tak nie da się ciebie zabić, Sir Mysi Rycerzu. I jak się zdaje, znasz dobrze dworskie obyczaje - co jest rzadkie u myszy. A zatem wydaje się słuszne, aby nadać twojemu towarzyszowi tytuł Mysiego Przyjaciela.
Mika uśmiechnął się nerwowo. Cała rodzina Mysiego Rycerza zgromadziła się wokół niego, szturchając go przyjaźnie i wylizując. Jedna z myszy w tłumie, naprawdę wielka - a do tego naprawdę gruba - zapytała:
- Kto twierdzi, że ten mysz jest Rycerzem? Ty nie pasowałeś go na rycerza, mój Panie! Kto to zrobił?
Wszyscy spojrzeli na Mysiego Rycerza, który wyprostował się na całą swoją wysokość (czyli niezbyt wysoko) i powiedział:
- Król Wąż pasował mnie na Mysiego Rycerza.
Przez tłum przetoczyła się fala szeptów i gwałtowych westchnięć, a oczy króla rozszerzyły się na moment, jakby w szoku. Tłusty mysz mimo wszystko pociągnął nosem i prychnął na Mysiego Rycerza, ale nie wyglądał już na tak chętnego do walki.
- Cóż, to nawet lepsze, niż gdybym ja cię pasował - powiedział Król. - Mieliśmy pewne wątpliwości co do tej tajemniczej myszy, która walczyła z wężami i ludźmi i uratowała naszych braci, ale oto jesteś. Zadziwiające.
Powiedziawszy to, król zczołgał się z poduszki centymetr po centymetrze, z pomocą węchu znalazł drogę do Mysiego Rycerza i położył łapę na jego ramieniu.
- Doskonale się spisałeś - powiedział. I uśmiechnął się.
- Czy naprawdę jesteś myszą nazwaną imieniem? - zapytał Mysi Rycerz. Było to zapewne niezgodne z etykietą, ale po prostu musiał to wiedzieć. Król uśmiechnął się.
- Tak, mały myszu. Byłem kochany i nadał mi imię człowiek, który umarł przede mną. Możesz mówić mi Arnie, tak jak on.
- W takim razie wiesz, jak to jest być kochanym - wyszeptał Mysi Rycerz. A chociaż stary mysz był ślepy, słuch miał jeszcze całkiem dobry.
- Nie ma nic lepszego - powiedział. - Nic lepszego niż być trzymanym w rękach i głaskanym. Karmionym wszelkimi smakołykami, czego tylko zapragniesz, kładzionym do snu w cieple. Całowanym i zapewnianym, że jesteś kimś specjalnym. To jak być w niebie.
Mysi Rycerz obejrzał się na Mikę, który marszczył brwi i wpatrywał się w podłogę. Ale kiedy dostrzegł Mysiego Rycerza, podniósł głowę i jego twarz znowu nie wyrażała żadnych emocji.
- Właśnie tego pragnę - powiedział mysz podekscytowany. - Pragnę odnaleźć przyjaznego człowieka.
Gwałtowne westchnienia wypełniły salę. Król wręczył Mysiemu Rycerzowi kawałek kukurydzy. Mysi Rycerz przyjął go z wdzięcznością i zaczął skubać, co rozpoczęło reakcję łańcuchową - wkrótce wszyscy ucztowali, chociaż audiencja się jeszcze nie skończyła.
- Mysi Rycerz ma świętą misję! - zawołał Król.
- Hurra! - odpowiedziały wszystkie myszy.
- Czy jest tego godny? - wykrzyknął Król.
- Hurra!
- W takim razie pomożemy mu!
- Hurra, hurra!
- Wyznaj, jaka jest twoja święta misja, Rycerzu, a nadam ci tytuł Błogosławionego wśród Mysiego Ludu, twoją misję zaś wesprze sam Mysi Bóg - oznajmił król.
Wszyscy przestali jeść, oprócz jednego malutkiego mysza z wielkimi uszami. W niemal całkowitej ciszy Mysi Rycerz wstał (pamiętał, że tak robili rycerze Okrągłeg Stołu), podniósł w górę swój kawałek kukurydzy i powiedział:
- Moja Misja... to ujrzeć myszy wszędzie na świecie wolne od niewoli i okrucieństwa; ukazać im, że być myszą to cudowny dar; odnaleźć przyjaznego człowieka z naszych mitów, który będzie się o nas troszczył aż po kres naszych dni! Przysięgam na mój tytuł, jako że nie mam jeszcze imienia, że osiągnę ten cel, albo zginę próbując go osiągnąć!
Cała sala wybuchnęła wiwatami i entuzjazmem. Król skinął głową z zadowoleniem i wyszeptał "Hurra". Malutki mysz upuścił groszek, który jadł i zastygł w szoku - siedząc ciągle na tylnych łapkach gapił się na Mysiego Rycerza jakby zobaczył żywą legendę.
Wiele myszy podeszło, aby wylizywać Mysiego Rycerza i wyczesywać mu futerko. Wyczesywały nawet Mikę. Wszyscy zgodzili się, że misja jest słuszna, i jeśli ktokolwiek jest w stanie ją spełnić, to właśnie Błogosławiona Mysz. Po posiłku wszyscy znowu usiedli spokojnie. Król powoli wczołgał się na swoją poduszkę.
- Znamy tylko jedną pogłoskę o przyjaznym człowieku - powiedział. - Ale on żyje bardzo, bardzo daleko - poza granicami ludzkiego miasta, na Polach Przeznaczenia, za wielką barierą Ruchomych Gór, dalej niż jakakolwiek mysz zdołała zawędrować. To bardzo ryzykowne i niebezpieczne przedsięwzięcie. Dniem i nocą krążą tam potwory, które wypatrują twojej kryjówki, a ludzie mają nas za nic. I są jeszcze jastrzębie.
Wszyscy zadrżeli wyraźnie na samą wzmiankę o nich.
- Nie wiem, co to takiego - powiedział Mysi Rycerz - ale muszę spróbować. Przyjmuję ten trud, chociaż nie znam drogi.
- Jesteś odważny, tak jak mówiły opowieści - powiedział król. - Czy wyruszysz od razu?
Mysi Rycerz spojrzał w dół, zastanawiając się - potem podniósł głowę.
- Nie. Najpierw muszę uwolnić moją rodzinę ze sklepu zoologicznego.
Znowu westchnienia wypełniły salę. (Myszy uwielbiają plotki i wszelkie ekscytujące wydarzenia, a to przewyższało wszystko, co kiedykolwiek zdarzyło się w Mysim Grodzie). Oczy króla rozszerzyły się po raz drugi.
- Doprawdy?
- Tak - powiedział Mysi Rycerz stanowczo. - Nie mogę ich opuścić. Razem z moją drużyną wrócimy i spróbujemy ich uratować!
"Drużyna" popatrzyła po sobie z niemym pytaniem w oczach: "Kto... MY?!?"
- Będziesz potrzebował pomocy - powiedział król. - Najodważniejsi z moich ludzi są do twojej dyspozycji. Tylko ochotnicy.
W tym momencie siedem dużych i silnych myszy wystąpiło do przodu, pragnąc podążyć za Mysim Rycerzem bez względu na niebezpieczeństwo.
Jednak jeden z małych myszy, brat Mysiego Rycerza, przylgnął do bohatera i wyszeptał:
- Przepraszam, Sir Mysi Rycerzu, ale... ale my wszyscy jesteśmy tchórzami, nie pamiętasz?
Mały mysz spojrzał na swojego starszego, większego brata i roześmiał się:
- Już nie - pisnął. - Od tej pory będziecie bohaterami.
Brat zadarł głowę i nastawił uszy. Bohaterami! Spojrzeli po sobie. O tak... bohaterami! Zaczęli skakać i wymachiwać ogonkami. Ich serca zostały zdobyte.
Rozdział 6: Giermek Smykacz
The Mouse Knight is © copyright 2002 by Cutter Hays. All rights reserved.
Reprinted and translated with the permission from the author.
For the Polish translation © copyright 2005 by Bianka Dziadkiewicz.
Wykorzystanie jakiegokolwiek fragmentu tekstu wymaga zgody autora.