Mysi Rycerz godzinami (a przynajmniej tak mu się zdawało) wciągał gwałtowne hausty powietrza i walczył o oddech, miotany przez nurt po mokrych, zimnych i ciemnych tunelach. Od czasu do czasu spadał w dół do wielkiego pomieszczenia wypełnionego wodą i hałasem, aby znowu zostać porwanym w dół innego tunelu. Jeden raz zabłysło jakieś światło a w nim zobaczył szczura, który przyglądał się, jak wymachuje łapkami i próbuje podpłynąć do czegokolwiek, co uratowałoby go przed utonięciem. Szczur był biały ze złotym futrem na głowie, które wyglądało jak blask słońca, i spoglądał ze współczuciem na małego mysza niesionego przez nurt do morza. Mysi Rycerz chętnie zatrzymałby się, żeby z nim porozmawiać, ale został porwany dalej.
W końcu ściek wypluł opitego wodą, nieszczęsnego mysza na plażę. Niezdarnie odczołgał się w suche miejsce i leżał na boku, dysząc. Jego futro oblepił piach i cuchnące ścieki, które wypluwał z pyszczka i wykaszliwał z płuc. Bał się, że zachoruje, i wiedział, że musi znaleźć jakieś ciepłe schronienie.
Uciekając przed ogromnymi falami, które obmywały mokry piach, przemierzał plażę, aż znalazł drogę wiodącą w stronę klifu. Idąc nią, napotkał skorupę małej langusty. Usiadł zmęczony i wpatrywał się w tę dziwną rzecz przez jakiś czas. Była twarda i kolczasta. Jego delikatny nos wyczuł, że kiedyś była żywym stworzeniem, jednak teraz pozostała tylko pusta skorupa. Nie mógł sobie wyobrazić, co było na tyle silne, żeby przebić się przez ten niezwykły pancerz. Nawet smok nie mógłby przegryźć tej najeżonej zbroi. Wzruszył ramionami i poszedł dalej. Może na świecie są jeszcze gorsze rzeczy niż smoki. Wkrótce znalazł wygodne miejsce u podstawy klifu i zaczął się na niego wspinać (był doskonałym alpinistą, jak wszystkie myszy).
W miarę jak mijała noc, stawał się coraz słabszy. W końcu wykorzystał resztki swoich sił, żeby przeczołgać się przez krawędź klifu, a potem do jakiegoś garażu, gdzie znalazł termę. Ułożył się pod nią i zemdlał.
Kiedy się obudził, był sam i było mu ciepło. Wyczyścił dokładnie futerko, a potem poczuł, że jest okropnie głodny i spragniony. Przeszukał okolicę i znalazł trochę ziaren, a pragnienie zaspokoił rosą leżącą na trawie. Dzięki temu odzyskał siły. Wiedział, że przeżył tylko cudem. I, w jego prostym umyśle myszy, wiedział, że musi istnieć jakiś powód. To miało coś wspólnego z tym, że był Mysim Rycerzem. Może jedynym na świecie. Śmierć zdawała się go omijać. Nie zdając sobie z tego sprawy, podążał właściwą ścieżką, a ponieważ był bardzo szczególną małą myszą, trzymał się jej uparcie. Może mógłby mówić o przeznaczeniu, gdyby nie było to za duże słowo dla tak małej myszy.
Jego myśli powróciły do spraw praktycznych - wiedział, że musi odnaleźć rodzinę i przyjaciół. W tym momencie, w ciemnym garażu, Mysi Rycerz w nagłym przebłysku zrozumienia pojął, co powinien zrobić.
Myszy są wszędzie źle traktowane. Nigdy nie spotkał żadnej, która byłaby traktowana dobrze. Ale gdzieś, kiedyś, musiało się to zdarzyć. I on musi do tego doprowadzić. Odnajdzie swoich towarzyszy - uciekinierów, gdyż na pewno nie przeżyją długo bez opieki człowieka. Nie byli dzikimi myszami. Tysiące lat udomowiania zrobiło swoje. Potrzebowali opieki i tyle. Tak więc odnajdzie ich - całą swoją rodzinę - nawet wróci do sklepu zoologicznego! Uwolni ich wszystkich. A potem znajdzie kilku - lub jednego - człowieka, który według rachunku prawdopodobieństwa po prostu musi istnieć na tym świecie, tak okrutnym wobec bezbronnych myszy. Odnajdzie tę osobę i przekaże jej, że on i jego rodzina potrzebują pomocy.
W tej podniosłej chwili poczuł się bardziej pewny siebie i silniejszy, niż kiedykolwiek w swoim krótkim życiu. Delikatne światło poranka wpadło przez szparę pod drzwiami garażu i sprawiło, że białe, zszargane futerko mysza zabłysło jak złoto. Wiedział już, po co sie narodził.
Uzbrojony w tę wiedzę, położył się spać.
Kiedy się obudził, najadł się i napił, a następnie ruszył w straszny świat, aby szukać swoich towarzyszy. Właśnie nadchodziła noc.
Rozmawiał z dzikimi myszami w zaułkach. Nie widziały jego przyjaciół. Były zdumione, że biały mysz przebywa na wolności i jest jeszcze żywy. Ostrzegały go przed demonami, zwanymi "koty", i przed potworami nazywanymi "psy". Jednak największym niebezpieczeństwem ze wszystkich było pochwycenie przez ludzi, którzy zastawiali pułapki przecinające biedne myszy na pół albo wykładali słodko pachnącą truciznę, która zadawała ból przez wiele dni, zanim nadszedł koniec małego życia. Chociaż te opowieści przerażały naszego bohatera, już wcześniej został przerażony tak, że porzucił swój mały mysi rozsądek - zdecydował, że nie będzie już nigdy tą myszą, którą był kiedyś. Nie zwracał uwagi na ostrzeżenia, mówił po prostu, że musi odnaleźć przyjaciół.
I wtedy z ciemności pomiędzy wielkim wieżami kubłów na śmieci odezwał się niski, miękki głos:
- Dlaczego ryzykujesz tak wiele?
Myszy, z którymi rozmawiał, znikły nagle - z szybkością, która uświadomiła mu, że jego własna szybkość była w zasadzie powolnością. Lękając się, że to kolejny smok (albo coś jeszcze gorszego), wypiął pierś i odpowiedział:
- Ponieważ tak właśnie należy uczynić.
- No cóż - odrzekł głos. - To mi wystarczy.
I jakaś sylwetka wytoczyła się z ciemności. Była mniejsza, niż się spodziewał, ale i tak kilka razy większa od mysza. Mysi Rycerz przypadł do ziemi, potrząsnął ogonem i wygiął grzbiet. Skoro potrafił zabić smoka, to zabłąkany gryzoń nie będzie wielkim wyzwaniem.
- Spokojnie, mały - powiedział szczur. - Normalnie myszy to dla szczurów śniadanko, ale jeśli o mnie chodzi, wolę z nimi rozmawiać niż zjadać. Poza tym, musisz być niezwykle silny, skoro przetrwałeś w kanałach.
Mysz zadarł głowę i zastrzygł uszami, niuchając i patrząc na szczura. To był ten sam szczur, którego widział w tamtym ciemnym i mokrym miejscu - biały ze złotym kapturem.
Patrzyli na siebie przez krótką chwilę.
- Szczury jedzą myszy? - zapytał mysz.
- Taa. Z rozkoszą - odpowiedział szczur.
- Ale ty mnie nie zjesz.
- Nie.
- Nie jesteś głodny?
- Nie jestem głupi - odpowiedział szczur i roześmiał się. - Słyszałem o tobie, Mysi Rycerzu.
Gdybyśmy przedstawiali mysza jako postać z kreskówki, musielibyśmy narysować mu nad głową wykrzyknik. Ogon mu się wyprostował, a uszy rozwinęły na całą długość i szerokość. Nic nie powiedział, ale jego twarz mówiła wszystko.
- Wygląda na to, że trafiłem na właściwą mysz - zachichotał szczur, uśmiechając się szeroko. - Twoi przyjaciele są kilka przecznic dalej, chowają się w starej szopie na narzędzia. Opowiadali wszystkim o myszy, która zabiła węża i uratowała ich od pewnej śmierci - nawet stawiła czoła człowiekowi!
Mały mysz automatycznie polubił szczura, który roztaczał atmosferę serdeczności i spokoju. Nie było w nim nic, czego można by nie lubić. Mysz poczuł, że może mu natychmiast zaufać. Był silny i ładny. I miał słodki uśmiech.
- Mam na imię Mikael - powiedział szczur, podchodząc bliżej, żeby powąchać zadziwionego mysza. - Tak jak archanioł. A ty masz... ?
- Archanioła? - zapytał mysz.
- Nie... imię.
Mysz pochylił głowę zmieszany.
- Nie - odpowiedział. - Zawsze chciałem mieć. Mówiąc szczerze, to jedyna rzecz, której tak naprawdę pragnę. Ale... Ale musisz mieć właściciela... kogoś, kto cię kocha... żeby mieć imię.
- Ha ha ha! - roześmiał się Mikael. - Cóż, musisz mieć właściciela, to prawda, ale żeby cię kochał - to już inna historia. Mój właściciel wyrzucił mnie jak śmiecia, kiedy przestałem być ślicznym, małym szczurzątkiem.
Oczy mysza posmutniały.
- Och... strasznie mi przykro, Mika.
- Hej, już mi przeszło - powiedział szczur, ale odwrócił głowę i ruszył naprzód. Mysz poszedł za nim, podążając w kierunku szopy z narzędziami, gdzie czekali jego przyjaciele.
- Cała ta sprawa jest przereklamowana, wiesz? Ludzie nie dbają o nas.
- Jednak... z pewnością musi być choć jeden... gdzieś... który może...? - spytał mysz z wahaniem.
Szczur zatrzymał się na moment i zerknął na mysza. Nadal się uśmiechał.
- Taa, słyszałem tę legendę. Opiekuńczy Człowiek. Dobry Właściciel. Nie miej zbyt wielkich nadziei, mały, to tylko bajka. Jak Mysz z Prosa albo Szczur z Cukru.
Serce Mysiego Rycerza stało się ciężkie jak głaz. Czy nie było nadziei? Jednak powiedział sobie, że nie może się poddać - przypomniał sobie swoje zadanie - i powróciła jego siła.
- Pewnego dnia, Mika, udowodnię ci, że się mylisz - powiedział.
Mika roześmiał się.
- Bardzo by mi się to podobało, mój mały przyjacielu, oj bardzo.
Szli przez całą noc. Rozmawiali i rozmawiali. Polubili się instynktownie. Mika pokazał myszowi, gdzie znaleźć dobre smakołyki i czystą wodę - na tyłach restauracji. Zatrzymali się, żeby porozmawiać z innymi szczurami, które wpatrywały się dziwnie w mysza, sprawiając, że czuł się bardzo nieprzyjemnie i niepewnie. Ale wszyscy szanowali Mikę w tej okolicy i żaden inny szczur nie ośmielił się rzucić mu wyzwania o ten chodzący posiłek. Nawet te, które były od niego większe.
Zanim się obejrzeli, dotarli do szopy z narzędziami. Wszyscy tam byli! I zupełnie osłupieli, gdy zobaczyli Mysiego Rycerza, tym bardziej, że przyszedł ze szczurem. Młode i nieznające życia myszy podeszły od razu do szczura, który był dla nich osobliwością. Podczołgiwały się i obwąchiwały go. Mika cieszył się z tego i dotykał nosem pyszczka każdej z nich. Kilka myszy zaczęło wypytywać Mysiego Rycerza, podczas gdy Mika bawił sie z pozostałymi.
- Jak się wydostałeś?
- Jesteś naszym bohaterem!
- Jesteśmy głodni i spragnieni!
- Nie jestem bohaterem - odpowiedział mały mysz. - Uciekłem, bo miałem szczęście. Znam miejsce, gdzie jest jedzenie i woda - Mika mi pokazał.
Wkrótce, bo dość długiej i bezładnej bieganinie, najadali się do syta za niezwykle ekskluzywną restauracją, ciesząc się każdą chwilą tego posiłku. W tym czasie Mysi Rycerz przedstawiał Mice swój plan.
- Hm, w takim razie lepiej zbierajmy się, żeby znaleźć ten twój sklep zoologiczny - odpowiedział Mika. - Może być bardzo daleko. Jest ich wiele w mieście. Będziemy potrzebować pomocy.
- A te myszy muszą poczekać w jakimś bezpiecznym miejscu - dodał Mysi Rycerz.
- "Bezpieczeństwo" to złudzenie, mój przyjacielu. Znam jednak miejsce, które się nada.
Niecałą godzinę przed świtem myszy i szczur skradały się przez park na obrzeżach cywilizacji. Było tam sporo opustoszałych budynków, a trawa była zapuszczona i wysoka. Z łatwością mogli się tam ukryć. Mika powiedział im, żeby były ostrożne i nie rozchodziły się - w parku mogą być bezdomne psy i koty.
- Co to są koty?
- A psy?
- Czy mogę zjeść tę trawę?
- Są gorsze niż smoki - powiedział Mysi Rycerz, rozglądając się nerwowo - i nie, lepiej jej nie jedz.
Mika powiedział, że niedługo będzie z powrotem, kazał im czekać i nie rozchodzić się. Jeśli zauważą jakieś niebezpieczeństwo, mają się schować i pozostać w ukryciu, dopóki nie usłyszą dwóch pisków. Wszyscy się zgodzili.
Minęło pół godziny, a myszy nie mogły się uspokoić. Mały mysz miał duży kłopot z utrzymaniem ich w ryzach. W końcu zaczął opowiadać im historie z książek, które przeczytał. Wiedział, że nie pomoże to w pozbyciu się tej doprawdy śmiesznej sławy, jaką zyskał, ale przynajmniej siedziały przez jakiś czas cicho.
W środku trzeciej historii (co zatrzymywało Mikę tak długo?), nagle usłyszeli jakiś hałas. Szuranie na chodniku obok krzewu, w którym siedzieli. Wszyscy zastygli, w przerażeniu spoglądając poza Mysiego Rycerza. Powoli, wzdrygając się na samą myśl o tym, co to może być, Rycerz spojrzał przez ramię.
Człowiek! Kucający i patrzący prosto na nie, nie dalej niż metr od nich - wystarczająco blisko, żeby złapać je w rękę. Miał długie czarne włosy zwisające dookoła twarzy i brązowe oczy. Uśmiechał się.
Myszy zaczęły piszczeć i biegać bezładnie.
- Nie, czekajcie! - krzyknął Mysi Rycerz, ale one były wystraszone. Bóg jeden wie jak daleko mogły odbiec i ile mogło się zgubić. Poczuł się tak beznadziejnie. Głupi człowiek! Jego misja była zbyt ważna, żeby coś takiego miało ją zepsuć. Przypomniał sobie, że kiedy był malutki, jeszcze niemowlę, jego matka syczała i fukała na wielką dłoń, która wtargnęła do akwarium, żeby złapać myszy. Czuł się wtedy taki chroniony! Wiedział teraz, że mama nie miała szans w starciu z przerażającą dłonią, ale sam fakt, że w obronie dzieci ryzykowała swoim życiem tak szybko, bez wahania, nauczył przynajmniej jednego z jej synów odwagi. I dlatego, sycząc i podskakując, ruszył prosto na człowieka. Oby pozostałe myszy zobaczyły to i zatrzymały się, modlił się w duchu. Był pewien, że zostanie zmiażdżony. Jego serce biło jak oszalałe. Przynajmniej odejdzie w wielkim stylu.
Potrząsał ogonem i skrzeczał głośno. Przeskakiwał szybko do przodu i do tyłu. Podskakiwał wysoko i szczerzył zęby. Pozostałe myszy zatrzymały się i wpatrywały w niego. Mika pojawił się znienacka z kilkoma innymi myszami w samą porę, żeby obejrzeć to żałosne przedstawienie.
Ku zaskoczeniu wszystkich, człowiek tylko się śmiał. Przekrzywił głowę i uniósł gęste brwi.
- Dziwna z ciebie mysz - powiedział.
Mysi Rycerz zatrzymał się i spojrzał z zaskoczeniem. Żadnego łapania i miażdżenia?
Mika bez wahania rzucił się naprzód, podczas gdy reszta siedziała osłupiała ze strachu i niedowierzania. Wybiegł z ukrycia i tak szybko jak mógł, starał się pochwycić Mysiego Rycerza i zabrać z niebezpiecznego miejsca. Wtedy, niemal tak samo szybko, człowiek zawołał "Uważaj, myszko!" i poruszył się, aby odtrącić Mikę swoją ogromną, otwartą dłonią. Ale Mika już niejedno przeżył i był w doskonałej formie. Łatwo uniknął dłoni - wielkiej i powolnej - przemknęła mu też myśl o ugryzieniu jej solidnie, ale zdecydował, że lepiej tego nie robić. Gdyby jednak człowiek skrzywdził jego małego przyjaciela, Mika wyrwałby mu z dłoni niezły kawałek mięsa.
Szczur zacisnął szczęki na karku myszy i rzucił się do ucieczki. Człowiek ścigał ich przez kilka metrów, ale nie mógł przecisnąć się przez krzaki. Pozostałe myszy pobiegły za Miką tak szybko jak potrafiły.
Po minucie byli pod budynkiem.
- Atakuje się ludzi, panie myszu? - zapytał z niedowierzaniem Mika. - Czyś ty kompletnie zgłupiał?
- Pozostali musieli jakoś uciec - odpowiedział Mysi Rycerz. - Nie musiałeś mnie łapać, on nie miał zamiaru mnie skrzywdzić.
- Skąd możesz to wiedzieć? - wytrzeszczył oczy Mika.
Mysi Rycerz ruszył w kierunku chodnika.
- Po prostu to wiem. Mógł to zrobić.
- Mógł, i próbował to zrobić mnie! - wykrzyknął szczur.
- To pacnięcie było zbyt powolne - odpowiedział mysz. - Gdyby próbował cię zranić, byłbyś teraz ranny. To nie był gruby, powolny człowiek.
Chodnik był pusty. Mały mysz westchnął i odwrócił się. Mika patrzył na przyjaciela.
- Chyba nie myślisz, że to był człowiek, który naprawdę lubi myszy?
- Może nie akurat ten, ale muszą tacy istnieć. Na pewno istnieją.
Mika spojrzał na niego spojrzeniem, które mówiło "śnisz na jawie, ale i tak cię kocham". Wrócili do reszty myszy, które przycupnęły stłoczone w gromadkę w kryjówce. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Wtedy Mika podszedł do nowo przybyłych myszy i powiedział:
- A widzicie?
Spojrzały na Mysiego Rycerza.
- W porządku, możecie wszyscy iść z nami - powiedziała jedna z nich, duża, krzepka i brązowa, i poprowadziła do wyjścia. Przez całą drogę w dół ścieku nowo poznane myszy wpatrywały się w Mysiego Rycerza. Rozejrzał się. Wszyscy się w niego wpatrywali. Prychnął i obejrzał się na Mikę. Przynajmniej on zachowywał się nonszalancko jak zawsze. Mysi Rycerz usłyszał szepty "Dwa razy stawił czoło człowiekowi" i "On nie jest normalną myszą..."
- Hej - zatrzymał się i odwrócił do myszy, które natychmiast zaczęły się cofać, wpadając jedna na drugą, i okazywać swoją podległość (mimo tego, że większość z nich była dwa razy większa od Mysiego Rycerza). Ich oczy zrobiły się wielkie i okrągłe.
- Jestem tylko myszą - powiedział. - Tak samo jak wy. Wszyscy jesteśmy tylko myszami, tak samo cierpimy, tak samo doświadczamy bólu i tak samo odczuwamy. Każdy z was mógłby zrobić to, co ja zrobiłem. Może już czas przestać myśleć, że jesteśmy tylko myszami, czas zacząć myśleć, że to cudowna rzecz być myszą. To ciągłe gadanie o bezradnych myszkach gra na moich mysich nerwach. I co wy na to?
Przez kilka sekund stały bez ruchu (to całkiem długo jak na mysz, tym bardziej 20 myszy), a potem wybuchnęły entuzjazmem, z piskami radości i podskokami zadowolenia. Podniosły mysiego bohatera do góry i niosły go przez resztę drogi, prowadzone przez uliczne myszy, które również wiwatowały.
Mysi Rycerz spojrzał z góry na Mikę.
- Zrób coś i ściągnij mnie na dół!!!
Mika tylko się śmiał.
Rozdział 5: Święta Misja Błogosławionej Myszy
The Mouse Knight is © copyright 2002 by Cutter Hays. All rights reserved.
Reprinted and translated with the permission from the author.
For the Polish translation © copyright 2005 by Bianka Dziadkiewicz.
Wykorzystanie jakiegokolwiek fragmentu tekstu wymaga zgody autora.