Menu
strona główna
forum
adopcje
cele Stowarzyszenia
dołącz do nas
regulamin SPS
nasze akcje
bannery
opieka nad szczurem
porady weterynarza
interwencje
chcę pomóc
pobierz
Mysi Rycerz
kontakt

Ankieta

Zaloguj
Użytkownik:
Hasło:
Zapamiętaj 
Zapomniałem hasła

Ostatnie tematy
» [Szczecinek i okolice] przygarnę samiczkę!
» łączenie szczurów
» nowotwór:(
» [SZUKAM] WARSZAWA - LUBLIN/CHEŁM
» (Lublin, Chełm) Przygarne 2 szczurki
» Dziwne zachowanie ogonka
» [Warszawa] dwaj bracia agouti szukają dt i ds pilnie!
» [Warszawa] dwóch panów dumbo szuka ds
» Przygarne 2 szczurki :)
» [Poznań] Dwa samce do adopcji

Mysi Rycerz

Rozdział 2: Smok


Małego mysza wrzucono razem z innymi do 40-litrowego akwarium, w którym były już jakieś myszy. Wiele z nich wyglądało na wynędzniałe i wychudłe. Nie miały jedzenia. Małe myszy zaczęły się natychmiast witać i przedstawiać. Jeden mysz, większy i starszy od innych, stał tylko w kącie. To zaintrygowało naszego bohatera, więc podszedł do starego mysza.

- Cześć - powiedział mały mysz.

- Do widzenia - odparł stary mysz. I przez dłuższy czas nie powiedział już nic więcej. Mały mysz uporządkował jego futro i dotrzymywał mu towarzystwa. W nocy było zimno, więc spał przytulony do starego mysza. Potem, w środku nocy, klatka otworzyła się i jedno z nich zostało wyjęte - był to brat małego mysza. Wszyscy patrzyli, jak unosi się w górę trzymany za ogon i znika. Mały mysz cieszył się szczęściem brata - on jako pierwszy miał spotkać mamę i tatę. ...Cześć - powiedział mały mysz... (Copyright 2002 Cutter Hays)

- Czemu się uśmiechasz? - zapytał stary mysz.

- On pierwszy zobaczy mamę i tatę - powiedział mały mysz. - Chciałbym być na jego miejscu.

Stary mysz przesunął się niezręcznie i prychnął w kierunku małego:

- Tak ci się wydaje? Jesteś naprawdę naiwny.

Mały mysz był zaskoczony. Przysunął nosek blisko do starego, żeby usłyszeć więcej.

- Wszyscy jesteśmy tutaj, żeby nakarmić potwora - powiedział stary mysz - i wszyscy zginiemy.

Mały mysz, wystraszony, zadrżał.

- Skąd to wiesz? - zapytał.

- Przeszedłem to kilka razy - odpowiedział stary. - Nie mogę już chodzić i tracę wzrok. Bolą mnie plecy i nie jestem już taki szybki, jak niegdyś. Mam już prawie rok.

Rok! To był wiekowy starzec! Mały mysz osłupiał z podziwu. Dopiero potem zrozumiał znaczenie jego słów. Kiedy dotarło to do niego, pojął, że nie ma już mamy ani taty. I właśnie wtedy wszyscy usłyszeli, jak jego brat krzyczy, gdzieś daleko. Krzyk trwał tylko kilka sekund, ale był pełen przerażenia i bólu. Cała klatka zamarła, wszyscy zastygli w trwodze. Mały mysz zaczął płakać.

Stary mysz poczuł sympatię do małego, tak bardzo podobnego do niego samego, kiedy był młodszy. Dlatego zaczął porządkować jego futerko i próbował poprawić mu humor.

- Myślałeś, że życie jest wspaniałe, szczęśliwe i że wszystko się w końcu ułoży, co? - zapytał wyczesując mu sierść.

- T...tak... tak się kończyły historie w książkach... - zaszlochał mały.

- W prawdziwym życiu wielcy ludzie są okrutni i bezlitośni - powiedział stary mysz. - Życie jest niesprawiedliwe i ciężkie. Wszystko jest trudne. Nawet jeśli uda ci się wydostać, na zewnątrz nie ma jedzenia a pogoda jest zła. Nikt nie traktuje myszy dobrze.

- KTOŚ musi być! - wykrzyknął mały mysz w rozpaczy - Życie nie może być zawsze takie straszne!

- Ha ha ha! - zaśmiał się gorzko duży mysz. - Chcesz się założyć?

- Czy udało ci się kiedyś uciec?

- Wiele razy - odpowiedział duży. - Za każdym razem chciałem tu wrócić!

- To okropne! I tak w to nie uwierzę - musi być jakaś nadzieja!

- Możesz mi wierzyć lub nie, ale któregoś dnia przyjdą po ciebie - zapewne najpierw po mnie... a ja już nie będę w stanie dłużej walczyć. Następnym razem koniec ze mną. Ten głupi potwór - powinienem był go zabić za pierwszym razem, kiedy byłem młodszy.

- Czy on... może być zabity? - zapytał mały mysz, nie bardzo zresztą rozumiejąc, co znaczy "zabity".

- Tak. Ma swój słaby punkt tuż za głową - z boku szyi. Ale trudno tam dotrzeć - trochę przeszkadza paszcza - zaśmiał się ironicznie stary mysz.

- Możemy uciec razem... - mały głośno wyraził swoje nadzieje.

- Nie mogę nawet chodzić, mały. Gdzie bym poszedł?

- Ja się tobą zajmę - powiedział mały. - Możemy uciec na wolność...

- Ach, więc słyszałeś bajkę o wolności. Nic z tego. Zapomnij o tym. Dzikie myszy są dwadzieścia razy szybsze niż my. My jesteśmy zwykłymi myszami... Tylko myszami. Nie mamy szans.

- Ale ty walczyłeś w obronie - chyba wszyscy walczą? Wcześniej czy później ktoś go zabije, prawda?

Stary mysz spojrzał na małego z ukosa.

- Prawdopodobnie nie - powiedział cicho. - Jestem jedyną myszą, która z nim walczyła. Wtedy nasz okrutny właściciel próbował wrzucić mnie do miski z wirującą wodą, żebym utonął, ale go ugryzłem. Nie wie, co ze mną zrobić, ale niedługo umrę. Wszyscy inni są przerażeni. Raz byłem w legowisku potwora z inną myszą... powiedziałem jej, że możemy dać mu radę, jeśli połączymy nasze siły, ale ona była sparaliżowana ze strachu. Nie mogła się poruszyć. Patrzyłem, jak ją pożerał. To było okropne.

Myśli małego szalały w przerażeniu, próbując znaleźć jakiś sposób na wydostanie się z tego piekła, kiedy pokrywa klatki otworzyła się. Ogromna ręka sięgnęła w dół po starego mysza.

- Nie poddawaj się, mały - wychrypiał mysz podnoszony za ogon - Nieważne, jak źle to wygląda, nie poddawaj się - tylko tyle możemy zrobić!

Potem zniknął.

Przez długi czas mysz siedział tam i był bardzo smutny. Nasłuchiwał krzyku, ale ten nie nastąpił. Zaczął mieć nadzieję, że stary mysz zabił potwora - ale szanse na to były niewielkie. Siedział więc w strachu, który wydawał się gorszy niż cokolwiek innego. Cokolwiek, nawet śmierć.

Po kilku dniach ręka wróciła. A wtedy mały mysz rzucił się do przodu i wskoczył na nią. Drżący i przerażony, ale zdecydowany uratować kogoś z rodziny, nawet na krótko - i przynajmniej skończy się ten strach, którego tak nienawidził! Jego życie zmieniło się z cudownego snu w przerażający, beznadziejny chaos. Podjął już decyzję. To była najlepsza rzecz, jaką mógł zrobić.

I tak trafił do legowiska potwora. Pochwycony za ogon, rzucony brutalnie na zimny żwir. Bardzo się starał nie nienawidzić ludzi. Na pewno nie wszyscy z nich są źli. Stary mysz widział wiele, ale nie mógł widzieć wszystkiego.

Był okropnie przerażony, chociaż nie wiedział, czego się boi, nie miał bowiem pojęcia, czym jest śmierć. Jego wzrok był słaby, jak u większości myszy. Wyczuł jednak zapach śmierci - czuł i słyszał, jak pełźnie w jego stronę.

Zobaczył ją, gdy skręciła przy dużym kamieniu. Nie było mowy o pomyłce. Nie miał skrzydeł ani nóg, ale to był smok. Bez wątpienia - prawdziwy smok. Jego oczy zabłysły, gdy zobaczył mysz. Na boku miał ranę - długie rozcięcie wyrwane ostrymi zębami. Stary mysz zadał swój ostatni cios. Walczył na śmierć i życie, aby ocalić małego mysza, ale w końcu przegrał. Strach pochwycił małego mysza w swoje szpony i sparaliżował. Nie mógł nawet drgnąć.

- Nie poddawaj się - powiedział duch starego mysza.

Mały mysz otrząsnął się z przerażenia i owładnęło nim inne uczucie. Gniew. Dlaczego mają cierpieć i umierać? TYLKO myszy??? Ten stary mysz miał w sobie więcej prawości i odwagi niż jakikolwiek człowiek czy smok, którego mały mysz spotkał do tej pory. Przysiągł sobie, że smok nie pożre jego rodziny. Ten smok nie pożre już nigdy żadnej myszy.

Potem przypomniał sobie, że smoki zioną ogniem. Rzucił się w bok z całą prędkością młodego ciała, i był to ostatni moment. Głowa smoka mignęła tuż obok niego, przeczesując mu wąsy - impet tego uderzenia zakręcił nim, aż uderzył o ścianę. Bolało, ale skoczył na równe nogi i pisnął wyzywająco. Smok obrócił wielką głowę i zwinął się do następnęgo uderzenia, a wtedy mały mysz skoczył mu na grzbiet. Nie zatrzymując się nawet na pół sekundy, w panice rzucił się do jedynego bezpiecznego miejsca w legowisku - do głowy smoka!

...impet uderzenia zakręcił nim, aż uderzył o ścianę... (Copyright 2002 Cutter Hays)

Z obnażonymi zębami i rozcapierzonymi pazurami poczuł, jak jego szczęki zaciskają się na łuskach i zatapiają w nich. Walczył ze wszystkich sił całym swoim mysim ciałem. Gryząc i wiercąc się, wpychał się w bok szyi smoka, tam gdzie stary wojownik oznaczył mu cel swoimi zębami. Czas zwolnił, jakby stanął w miejscu. Smok skręcał się i miotał myszem po klatce próbując go strząsnąć. Mysz czuł, jak uderzają go ściany i podłoga, jego małe kości bolały, ból jak płomień ogarniał całe jego ciało - ale nie puścił. Wgryzał się głębiej, gdy tylko miał okazję poprawić uchwyt.

Wreszcie, po walce, która zdawała się trwać całe życie, nastąpił koniec. Ocknął się leżąc na boku, przekonany, że jest już martwy. Ból mówił mu jednak, że tak nie jest. Smok leżał obok niego, rozciągnięty na grzbiecie. Oddychał jeszcze, wydając przy tym zgrzytliwe odgłosy jak zardzewiały tryb.

Mały mysz wolno podczołgał się do smoka i kulejąc podszedł do jego głowy. Smok umierał. Mysz poczuł niemal litość.

- Jesteś naprawdę niezwykłą myszą - powiedział smok. - Tak bardzo szybką.

- To tylko strach. Tak bardzo przerażoną i rozgniewaną - odpowiedział mysz.

- Odważną - powiedział smok. - Tak bardzo odważną. Nigdy przedtem posiłek nie zaatakował mnie jako pierwszy.

- Życie było tak przygnębiającą niespodzianką - powiedział mysz. - Sądziłem, że będzie lepsze.

Smok podźwignął się i jego krew popłynęła po łapkach mysza, plamiąc je na czerwono.

- Jeśli ktoś ma takiego ducha jak ty, może się okazać lepsze - powiedział.

- Zrobiłem tylko to, co zrobiłby rycerz - powiedział mysz. - Nie wiedziałem, co robić innego, oprócz bycia przerażonym, a to jeszcze nigdy nie pomogło.

- Co to jest rycerz? - zapytał smok. Mały mysz zdziwił się, że smok tego nie wie. Usiadł więc i opowiedział mu historię o Świętym Jerzym. Kiedy skończył, smok był już o krok od śmierci.

- Ty jesteś jak Święty Jerzy - powiedział smok. - Jesteś rycerzem.

Mysz opuścił oczy.

- Nie mogę być rycerzem. Tylko król może pasować na rycerza.

- Ja mam na imię Król Wąż (1) - powiedział smok. - Jakie jest twoje imię?

- Nie mam imienia - powiedział mysz. - Słyszałem legendę, że tylko myszy, które są kochane przez dobrych ludzi, mają imiona - mysz przerwał, a potem spojrzał w oczy smoka. - Czy na świecie są dobrzy ludzie, panie smoku?

Smok uśmiechnął się słabo.

- Tak, mały myszu. Są. Gdzieś. Musisz ich odnaleźć. Tylko rycerz może to zrobić. Czy chciałbyś być rycerzem? Czy stać cię na to, aby dokonywać dobrych uczynków i nigdy się nie bać? Sądzę, że możesz to zrobić.

Mysz skinął głową. Naprawdę ogromnie chciałby być rycerzem! Czy smok rzeczywiście był królem?

Smok wyciągnął język i dotknął nim głowy małego mysza.

- Jedyna myszy, która kiedykolwiek pokonała węża - powiedział - pasuję cię na Mysiego Rycerza, dopóki nie będziesz miał własnego imienia. A jeśli ktoś zapyta cię, kto uczynił cię rycerzem, powiedz im, że był to Król Wąż .

Mysz pokłonił się, a potem przypomniał sobie o rodzinie.

- Co stanie się z moją rodziną? - zapytał.

- Właściciel spuści ich z wodą w ubikacji - powiedział Król Wąż - jeśli nie uda wam się uciec. Pokrywa klatki jest niedomknięta - ludzie sądzą, że myszy nie mogą jej podnieść.

- Przecież nie możemy! - zawołał mysz.

- Pojedynczo nie. Ale w dużej grupie jesteście bardzo silne. Kiedyś były tu dwie myszy... a jedna z nich była dobrym wojownikiem. Bałem się wtedy. Dwie mogły mnie pokonać.

- Ty się bałeś? - zająknął się mysz.

- O tak, zwłaszcza tej gniewnej myszy... nie smakowała mi zresztą za bardzo... i gdyby ona nie zrobiła szpary w mojej zbroi, ty też nie mógłbyś mnie pokonać.

- On był moim przyjacielem - wyszeptał mały mysz.

- Został pomszczony, Mysi Rycerzu.

Potem w ostatnim wysiłku smok machnął mocno ogonem i przesunął pokrywę terrarium, otwierając wyjście.

- Idź, czcigodny rycerzu. Idź i uwolnij swoją rodzinę. Powodzenia. Wszystkie zwierzęta w klatkach pragną wolności.

- Albo kochającego właściciela - dodał mysz.

- To byłaby jedyna rzecz lepsza - odpowiedział smok, a potem umarł.

Mysz napił się trochę wody, a później odkrył, że potrafi skakać w górę - bardzo wysoko - i wydostał się z terrarium.


Rozdział 3: Mysi Rycerz



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


designed by gryzaj